Kiedy stajemy się mamami, zaczynamy inaczej patrzeć na to, jak do tej pory żyłyśmy. Weryfikujemy nasze nawyki, to, co jemy (szczególnie w ciąży). Ale gdy potem dziecko podrasta, wracamy do naszych nawyków żywieniowych, które nie zawsze są takie zdrowe. “Luzujemy” trochę, dziecku również. Zastanawiasz się czasem, jak tak naprawdę żywienie wpływa na rozwój mózgu dziecka? Zapytałam o zdrowe żywienie Ewę Cendrowicz, która jest doktorem nauk biologicznych i zajmuje się wpływem jedzenia na organizm dzieci i dorosłych. Ewa będzie gościem na webinarze Inspirująych mam właśnie w temacie żywienia, które wpływa na mózg dziecka. Cały wywiad przeczytacie poniżej!

1. Jak to się stało, że zainteresowałaś się wpływem jedzenia na zdrowie?

Tak naprawdę to moja mama zainteresowała mnie tym tematem. Gdy byłam mała, wciskała we mnie świeże orzechy włoskie i mówiła, że są dobre na mózg 😉.

Ja sama nie zwracałam na to zbytniej uwagi, ale coś we mnie zostało. Miałam np. 100% przekonanie o tym, żeby nie brać leków przeciwbólowych, czy tabletek antykoncepcyjnych, które wpoili we mnie rodzice (i muszę przyznać, że przez całe życie wzięłam może 3 tabletki APAP).

Moi rodzice nie dawali nam antybiotyków (leczyli okropnymi kanapkami z czosnkiem 😉 i dużą ilością ciepłych ziół).

Niestety nie wiedzieli wszystkiego, a ja wyszłam z domu z dość okrojoną wiedzą na temat zdrowia. Tak na serio zaczęłam interesować się zdrowiem, gdy urodziła się moja córka. Dodatkową motywacją był dla mnie czas, gdy chciałam żyć tak, jak wiele innych osób (luz, pizza, hot-dogi, czekoladki itp…). Niestety okazało się, że bardzo szybko poczułam się zwyczajnie źle (przewlekłe zmęczenie, problemy skórne, słaba odporność na stres, częste infekcje). Na szczęście miałam już podstawową wiedzę i dość szybko wróciłam do siebie, a teraz staram się utrzymywać ten poziom właśnie dzięki zdrowej diecie.

Zauważyłam, że od tego, co jem i jak żyję, zależy poziom mojej energii, mój wygląd, nawet moje samopoczucie i to, jak reaguję na sytuacje stresowe. Np. ostatnio byłam dość przepracowana (3 dzieci + praca naukowa + firma). Nie mogłam wziąć urlopu, ale znalazłam ostatnie siły na wyciśnięcie kilku zielonych soków i zaaplikowanie takiej dawki przeciwutlenieczy, witamin, minerałów do mojego organizmu. Pomogło. Poczułam się lepiej, dostałam tzw. kopa i dociągnęłam pracę, dom i firmę do chwili, gdy naprawdę mogłam odpocząć (czyli urlopu).

2. Czy Twoje wykształcenie pomogło Ci w rozpoczęciu i rozwijaniu bloga?

Myślę, że moje wykształcenie jest w tym kluczowe. W Internecie pojawiło się bardzo dużo sprzecznych opinii na temat odżywiania. Muszę przyznać, że kilka lat temu nabrałam się na kilka z nich, bo myślałam, że jak już ktoś się odzywa, to wie, co mówi 😊. Dzięki temu, że mam wiedzę biochemiczną, mikrobiologiczną, a teraz już podstawową wiedzę z immunologii, mogę krytycznie patrzeć na te pseudozalecenia. Dodatkowo zdecydowaną większość porad opieram na badaniach klinicznych i naukowych, przeprowadzanych na setkach osób. Dzięki temu wiem, że to, co polecam, to porady sprawdzone, a nie czyjeś „widzimisię”.

3. Dlaczego warto zwracać uwagę na to, co jemy?

To, co jemy, wpływa na większość naszego życia. Może to wydawać się dziwne, ale jednak tak jest. Jeśli zjadamy zbyt duże ilości cukru, nabawimy się insulinooporności. To schorzenie wpływa bardzo negatywnie na gospodarkę glukozy. Mamy więc mało energii, nasz mózg, który nie otrzymuje glukozy, działa mniej sprawnie. Nie potrafimy zapamiętać, gdzie postawiliśmy samochód, zapominamy o spotkaniach. Gdy nie mamy energii, nie możemy wstać do pracy, wszystko wydaje nam się zwyczajnie trudne. Poza tym odpowiednia dieta to prewencja wielu chorób, np. nowotworów (o tym trąbią już nawet najsłabsze portale i gazety). A zalecenia są proste: wystarczy wyrzucić przetworzoną żywność z naszej diety i wprowadzić więcej warzyw.

4. Czego na pewno nie polecasz, gdy chcemy jeść zdrowiej?

Zdecydowanie nie polecam podążania za każdą poradą, jaką znajdziemy w Internecie. Zaczniesz od tego, że mięso jest niezdrowe (dieta wegańska) lub bardzo zdrowe (dieta paleo). Zatoczysz krąg i pozostaniesz przy swoich nawykach. Nie polecam też diet zupełnie skrajnych, np. tylko surowe warzywa i owoce (witarianizm) lub tylko gotowane, polecane przez niektórych terapeutów TMC. Nie ma dowodów na słuszność ani jednej, ani drugiej teorii. W diecie trzeba zachować zdrowy umiar. I oczywiście zaczynamy stopniowo, żeby się nie zrazić 😉

5. Jak ułatwić sobie przygotowywanie zdrowych posiłków?

To bardzo dobre pytanie! Na tym punkcie poddaje się większość z nas. Ja sama kiedyś poległam. Jak już wspominałam, chciałam żyć tak, jak inni – na luzie, z telefonem po pizzę 😉 a nie ciągle w kuchni, główkując, co tu dzisiaj zdrowego podać na stół, podczas gdy jedno dziecko płacze, a drugie trzeba nakarmić piersią (czyli być uziemionym przez jakieś pół godziny). Muszę przyznać, że dochodziłam do tego latami, ale myślę, że znalazłam tę metodę. Przede wszystkim nie piekę ciast, ciasteczek itp., gdy nie muszę. To zajmuje niepotrzebnie czas, a i tak zaweira niezdrową dawkę cukru. Po drugie, nauczyłam się kilku (naprawdę zaledwie kilku) dań, które robię szybko i z zamkniętymi oczami. Na początku były one u nas na obiad kilka razy w tygodniu, bo oswajałam się z tempem ich przygotowania. Teraz, gdy mam kryzysową sytuację, zwyczajnie robię te dania, które są najłatwiejsze. Rodzina oczywiście musi akceptować dania, które mają np. mniej soli albo nie są smażone. Na to potrzeba czasu (zwłaszcza mężowie potrzebują na to czasu – można zawsze dać im gotowane mięso, patelnię, olej i niech sobie smażą 😉). Kolejnym fajnym tipem jest przygotowanie np. większej ilości ryżu rano na śniadanie lub na obiad i tylko dodanie jakiś składników na kolację (np. gotowane jabłka lub leczo). Można zrobić zupę na 2 dni. Ale przyznaję, że i tak dużo czasu spędzam w kuchni 😉

6. Jak przekonać rodzinę do zdrowego odżywiania?

Jak przekonać męża znaczy się? Moje dzieci mają takie dania od dziecka, więc nie buntują się aż tak strasznie. Pozwalamy sobie od czasu do czasu na coś mniej zdrowego (u nas to np. kiełbaska albo kanapka, czasem kawałek ciasta może cukierek – ale w szkole dostają już zbyt dużo słodyczy, więc w domu unikam). Ale czasem mają dość. Np. po ostatnich wakacjach, gdy jadły codziennie płatki owsiane na śniadanie (bo kupiłam i nie chciałam zabierać ich w podróż powrotną, więc… trzeba zjeść!), zdecydowanie odmówiły kolejnej porcji po powrocie. I już! Czasem nie chcą zjeść zupy, więc muszę ich przekonywać…. a to jest jednak trójka dzieci do przekonania. Jednak ja jestem stanowcza i nieugięta. Moje dzieci widzą, że ja sama nie jem batonów po kątach i ta autentyczność działa. Mój syn pyta, czy ta sałatka jest zdrowa, a córce wytłumaczyłam, jak działa mózg i co go karmi. Dałam jej wybór: albo zdrowy mózg i łatwa matematyka albo słaby mózg i ciągłe trudności. Wydaje mi się, że zrozumiała 😊

Męża przekonałam ciągłym… gadaniem o zdrowiu. Chociaż muszę przyznać, że sam podjada czasem jakieś niezdrowe sklepowe przekąski, ale kto nie ma grzeszków…. Jednak w domu stoimy po jednej stronie. Mojego męża też przekonało kilka momentów z naszego życia (takie świadectwo naoczne). Dwa razy on sam poważnie zachorował – nie chciało mu się zdrowo odżywiać i tak jakoś miał pecha 😉. Dwa razy podjęłam trudną pracę leczenia go Terapią dra Gersona. Udało się. Muszę niestety ciągle mu przypominać te sytuacje, bo my ludzie mamy już tak, że jak jest dobrze, to tracimy czujność….

Ewa Cendrowicz – mama trójki, doktor nauk biologicznych, doradca żywieniowy, autorka kursów online oraz e-booków. Pomaga znaleźć sprawdzone, indywidualnie dostosowane metody odzyskiwania zdrowia, energii, dobrego samopoczucia oraz sprawnego umysłu.

Chcesz uczestniczyć w kolejnych webinarach Inspirujących mam?

Zapisując się, będziesz otrzymywać informacje o bezpłatnych webinarach (spotkaniach online) dla mam. Podczas webinarów poruszamy bardzo ważne tematy, związane z rodzicielstwem!